Mówienie Prawdy do Potęgi – Potrzeba i Zagrożenia, Ekspertyzy Polityki Zdrowotnej w Białym Domu

Prezydent Harry Truman niegdyś chciał życzyć sobie jednorękiego ekonomisty, ponieważ ci, którzy go doradzali, zawsze mówili: Z jednej strony. . . ale z drugiej strony. . . Prezydent George W. Bush dodał jeszcze jeden dodatek: Gdyby [ci ekonomiści] mieli trzy ręce, to z drugiej strony powiedzieliby, z drugiej strony, a potem na trzeciej ręce. 1 Ale prezydenci wciąż wracają. ekonomistom i innym ekspertom ds. polityki, zwłaszcza w diabelnie skomplikowanej dziedzinie opieki zdrowotnej. Demokratyczny kandydat na prezydenta Barack Obama opiera się na ekonomistach Harvarda David Cutler; jego większa stajnia doradców zdrowia obejmuje Austina Goolsbee i Jason Furmana, obu ekonomistów. Republikanin John McCain opiera się na ekonomii Ph.D. Gail Wilensky, a także były dyrektor Biura Budżetowego Kongresu, inny ekonomista Douglas Holtz-Eakin. Ekonomiści nie są, oczywiście, jedynymi ekspertami, do których zwracają się prezydenci i kandydaci na prezydenta. W kwestii opieki zdrowotnej Obamę i McCaina doradzają prawnicy, lekarze, posiadacze dyplomów z zakresu polityki publicznej oraz od czasu do czasu nieekonomiczny socjolog. To, co pozostaje niezmienne, to rola, jaką zajmują ci doradcy, rola zalewana niejednoznacznością, szansami i ryzykiem. Doradca jest sprzymierzeńcem prezydenta – w żargonie ekonomii organizacyjnej, agentem służącym interesom zleceniodawcy . Jednak jako posiadacz specjalistycznej wiedzy doradca jest również odpowiedzialny za większy zawód, jego wartości i zobowiązania , a ostatecznie do ideału samej wiedzy.
Krótko mówiąc, doradca musi zarówno mówić prawdę do władzy , jak i pomagać w sprawowaniu władzy, oferując zarówno obiektywną inteligencję, jak i działając jako bardzo stronniczy asystent. Modne jest udawanie, że te dwie role są takie same, ale tak nie jest. Profesjonalny doradca ma specjalną wiedzę, szkolenia i umiejętności – z których wszystkie są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek w Białym Domu. Pytanie brzmi, czy te talenty mogą być naprawdę użyteczne, czy też mogą być użyteczne w beznadziejnym świecie amerykańskiej polityki – i, co ważniejsze, czy wartości, które ucieleśniają, mogą być zachowane, gdy zderzają się nauka, rzecznictwo i demokracja.
Rozważmy doświadczenia znanego specjalisty ds. Polityki zdrowotnej, Len Nichols. Kiedy Hillary Clinton walczyła o nominację demokratów, Nichols przyłączył się do konferencji dla reporterów stworzonych przez jej kampanię. Tematem była reklama Obamy, że Clinton zmusi ludzi do zakupu ubezpieczenia , nawet jeśli nie mogą sobie na to pozwolić . Na wezwanie Nichols porównał reklamę do posiadania Nazistów maszerujących przez Skokie – obraz, który kampania Clintona natychmiast zdyskredytowała . Wkrótce potem Nichols przeprosił za to, że pozwolił, by jego namiętności przytłoczyły go. Szef Fundacji Nowej Ameryki, w której działa Nichols, oświadczył, że jego komentarze są godne ubolewania , między innymi dlatego, że fundacja nie popiera ani nie doradza żadnej kampanii oficjalnej 2.
Grzechem Nicholsa – poza oczywistą retoryczną przestępczością – było przekroczenie granicy między ekspertem a partyzantem. W polityce chodzi bardziej o władzę niż o prawdę, o wygraną, niż o prawo. Ale wiedza ekspercka dotyczy raczej prawdy niż władzy, a bycie w tej sprawie jest słuszne. Autorytet eksperta nie może przetrwać długo, gdy wydaje się, że ocena eksperta opiera się na urazach lub uprzedzeniach
[podobne: cetuksymab, ginekolog warszawa nfz, gojnik cena ]